Wiele osób nie lubi szpinaku i omija go szerokim łukiem. Ja od czasu do czasu staram się by gościł u mnie na talerzu, ponieważ jest bardzo zdrowy i dostarcza organizmowi wiele potrzebnych witamin i składników mineralnych.
składniki
* 200 g makaronu świderki * ok. 100 g szpinaku mrożonego Iglo * ok. 150 g sera gorgonzola * 5 dużych pieczarek * 1 średnia cebula * 2 ząbki czosnku * 4 łyżki śmietany * szczypta soli * szczypta pieprzu * szczypta ziół prowansalskich
Makaron ugotować al dente w osolonej wodzie. Odcedzić i ostudzić.Na rozgrzanej patelni wlać troszkę oliwy i zeszklić czosnek z cebulą (można także poddusić na wodzie). Kolejnym krokiem jest pokrojenie i dodanie na patelnię pieczarek. Następnie dodać do tego szpinak, który jest zamrożony. Kiedy odparuje z niego woda dodać 150 g sera gorgonzola. Lekko rozgnieść go widelcem i smażyć do uzyskania jednolitej masy Kiedy uzyskamy jednolitą masę dodajemy śmietanę i co jakiś czas mieszamy..Na sam koniec dodajemy przyprawy do smaku.
Zachęcam do wypróbowania przepisu bo jest smaczny i przede wszystkim zdrowy.
Bardzo lubię czytać takie wpisy i oglądać filmiki o tej tematyce. Mam nadzieję, że moje propozycje ulubieńców niekosmetycznych przypadną Wam do gustu.
1.Książka
Doktorzy
Rok 1958. Piątka młodych ludzi, Laura, Barney, Bennet, Hank i Seth, zostaje przyjęta na pierwszy rok studiów w najbardziej prestiżowej uczelni medycznej w USA – Szkole Medycznej Uniwersytetu Harvarda. Poznajemy ich splatające się losy, od czasów studenckich, poprzez staże zawodowe, aż po 1978 rok, kiedy są już doświadczonymi lekarzami, specjalistami w dziedzinie pediatrii, psychiatrii, chirurgii, ginekologii i interny. Każdy z nich ma własne marzenia, za których spełnienie zapłaci określoną cenę. Raz dokonane wybory zaciążą na dalszym życiu. Barney i Laura, którzy znali sie od dzieciństwa i uważali za przyjaciół, po latach odkrywają, ile naprawdę dla siebie znaczą. Czarnoskóry Benett będzie musiał walczyć z przejawami rasizmu. Wyjątkowa wrażliwość Setha nie pozwoli mu patrzeć bezczynnie na cierpienie pacjentów. Porażki i triumfy, miłości i zawody miłosne, osobiste tragedie, nieodłączne problemy związane z medycyną, składają się na wielobarwny i prawdziwy obraz życia lekarzy – nie tylko w Ameryce.
Trafiłam na tę książkę przypadkiem i przepadłam. Pochłonęłam ją całą. Dosłownie nie mogłam się oderwać. I niech nie przerazi was ta liczba stron, ponieważ czyta się naprawdę szybko. Jedna z lepszych książek, które ostatnio miałam okazję przeczytać.
Nalewka zapomnienia czyli bajka dla nieco starszych dziewczynek
Jaga ma dobrą pracę w korporacji, samochód jak czołg i ogromne mieszkanie. Prowadzi samotne życie i nie jest szczęśliwa, ale w zasadzie już do tego przywykła. Niespodziewanie jednak cały jej świat rozpada się za sprawą jednej lekarskiej diagnozy... Dziewczyna zaszywa się na prowincji, w skrzypiącej chatce z niedrożnym piecem, i zaczyna nawiązywać nowe, niebanalne znajomości. Z sąsiadką, która okazuje się wiejską szeptuchą, oraz z przystojnym weterynarzem.
Krótka, lekka i przyjemna lektura na wieczór. Taka trochę bajka na poprawę humoru ale naprawdę jest bardzo ciekawa. Również zachęcam do jejprzeczytania.
2) Film
Millerowie
Okradziony z towaru dealer David musi w ramach zadośćuczynienia przywieźć z Meksyku dużą dostawę narkotyków. Dla niepoznaki organizuje więc wymyśloną rodzinę.
Jest to komedia kryminalna, która jest całkiem dobra. Kiedy chłopak zaproponował byśmy to obejrzeli byłam sceptycznie nastawiona, ponieważ spodziewałam się czegoś kiepskiego. Jeśli lubicie takie gatunki filmowe to zachęcam do obejrzenia i pośmiania się.
3) Serial
Krew z krwi
Po śmierci męża-gangstera Carmen zostaje zmuszona do przejęcia jego interesów i walki o bezpieczeństwo swojej rodziny.
Ostatnio nie miałam co oglądać więc zaczęłam wertować seriale. I tak trafiłam na ten. Składa się on z 13 odcinków. Jak wiadomo ciężko jest znaleźć dobry, polski serial, ponieważ większość są to niekończące się telenowele. Jest to serial wzorowany na wersji holenderskiej i moim zdaniem jest godny uwagi. Jeśli macie ochotę to możecie obejrzeć go na Ipli.
4) Program
I kto to mówi?
Program rozrywkowy emitowany na TVP 2 w którym zaproszeni goście (aktorzy i kabareciarze) improwizują scenki na zadany temat.
Uwielbiam oglądać kabarety dlatego ten program niezmiernie przypadł mi do gustu :) Niektóre odcinki są bardzo śmieszne. Polecam.
5) Muzyka
Pharell Williams - Happy
Piosenka i teldysk są świetne. Ukazuje, że ludzie są różni: niscy, wysocy, grubi, chudzi itp. ale każdy z nas jest wyjątkowy. W teledysku bardzo dokładnie to widać. Każdy z osobna pokazuje jak wyraża radość. Wiele miast w Polsce zrobiło własne filmiki do tej piosenki. Moim zdaniem tylko Kraków zrozumiał ideę tego przesłania i zrobił to najlepiej.
Witam was w nowym roku. Mam nadzieję, że zaczął się on dla was dobrze. Chcę się dzisiaj podzielić z wami moją listą postanowień na ten rok. 1. Zmienię swoje złe nawyki i wcielę w życie nowe, zdrowe - chodzi tu przede wszystkim o regularność posiłków, zdrowsze odżywianie. 2. Rozwinę zdolności językowe - przysiądę bardziej nad holenderskim oraz regularnie będę czytała/pisała/słuchała angielskiego, żeby go podszkolić. 3. Znajdę pracę. 4. Zacznę być bardziej spontaniczna i chętna do nowych wyzwań. 5. Będę rozwijać swoją pasję, czyli gotowanie. 6. Będę systematyczna w pielęgnacji ciała. 7. Będę czytała więcej książek i oglądała więcej filmów. 10. Będę cieszyć się życiem, mniej narzekać i zacznę inwestować więcej czasu w rozwój osobisty. A jakie są wasze postanowienia?
Ten produkt gości u mnie już ponad pół roku a jakoś do tej pory nie zrobiłam o nim recenzji. Dzisiaj to nadrabiam :) Chcę przdstawić wam produkt, który kupiłam kompletnie w ciemno. Jest to Marion 7 efektów. Kuracja z olejem arganowym.
Producent twierdzi, że: Kuracja do włosów bez spłukiwania, intensywnie pielęgnuje, wygładza włosy i ułatwia stylizować fryzurę. Jedwabista konsystencja pozwala na równomierne rozprowadzenie preparatu na włosach, jest natychmiast wchłaniana, nie obciąża i nie zostawia żadnych osadów na włosach.
Formuła zawiera bogaty w glicerydy oraz witaminy olejek arganowy pochodzący z upraw ekologicznych, potwierdzonych certyfikatem Ecocert. Olej pomaga zapewnić włosom 7 efektów:
- przywraca piękny połysk
- regeneruje włosy od wewnątrz i wygładza
- ułatwia rozczesywanie i układanie
- wzmacnia i nawilża
- nadaje miękkość i elastyczność
- chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych
Jak widać na pierwszym zdjęciu produkt kosztował mnie 11,50 zł za 50 ml. i kupiłam go w osiedlowej drogerii.
Produkt znaduje się w plastikowej buteleczce z której bez problemu udaje wydobyć się produkt za pomocą pompki. Pompka jest w pełni sprawna (nie zacina się podczas wydobycia produktu a mam już prawię końcówkę produktu). Olejek możemy kupić w dwóch pojemnościach większą 50 ml lub mniejszą 15 ml.
Zapach olejku jest ciężki do sprecyzowania. Trochę słodkawy ale jednak czuć coś chemicznego. Nie jest on jednak zbyt intensywny i szybko ulatnia się z włosów
Możemy ten produkt stosować na mokre włosy jak i na suche. Ja osobiście używam dwie krople na delikatnie osuszone włosy ręcznikiem. Wgniatam serum jedynie w końcówki dzięki temu zabezpieczam je a także powoduje, że moje włosy po wyschnięciu lepiej się kręcą. Nigdy nie zdarzyło mi się aby ten produkt w jakikolwiek sposób obciążył mi włosy (może dlatego, że wolę nałożyć mniej i potem dołożyć aniżeli więcej i mieć tłuste włosy). Włosy po zastosowaniu kuracji są gładnie, mniej się puszą. Od czasu kiedy stosuję olej jako zabezpieczenie końcówek fryzjerka stwierdziła, że mam je w dobrym stanie (nie rozdwajają się).
Jeśli chodzi o skład to nie jest on zbyt ciekawy. Przeważają tu silikony. Z oleji znalazł się tylko arganowy. Według mnie jest to jedyna wada tego produktu, większość obietnic producenta została spełniona a ja jestem z tego produktu zadowolona.
Gdy skończę to opakowanie to kupię jakiś inny olejek do przetestowania. Może wy mi jakiś polecicie? Zapraszam na mojego Facebooka Tu.
Tak jak obiecałam wstawiam kilka zdjęć z mojej okolicy w Bredzie. Zdjęcia zostały zrobione telefonem więc ich jakość nie jest najlepsza. Na razie mam problemy z aparatem więc mam nadzieję, że mi to wybaczycie.
W następnym post o Holandii będzie nosił tytuł "5 dziwnych faktów o Holandii". Mam nadzieje, że zdjęcia przypadną Wam do gustu.
Moja nieobecność spowodowana była przeprowadzką. Przez wiele dni doprowadzaliśmy mieszkanie do porządku. Swoją drogą zastanawiam sie jak ludzie mogą żyć w takim brudzie i im to nie przeszkadza? Ja wyprowadzając się z danego miejsca zostawiam po sobie porządek, ponieważ to świadczy tylko i wyłącznie o mnie. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Postaram się nadrobić zaległości na waszych blogach.
Obecnie mieszkam w brabancji północnej w mieście Breda. Liczba ludności wynosi ok. 174 tyś. a powierzchnia to 129 km kwadratowych.
Już niedługo postaram się zrobić dużo zdjęć i pokazać wam w jakiej dzielnicy mieszkam, jakie tu są sklepy, jedzenie itp.
Mój komputer odmówił posłuszeństwa więc muszę oddać go do naprawy. Dlatego post pojawia się tak późno. Muszę porobić nowe zdjęcia i wtedy zasypię Was nowymi notkami. Dlatego post na temat Holandii muszę na razie odłożyć ale nie martwcie się będzie na pewno.
W ten słoneczny dzień chcę wam troszkę opowiedzieć o pudrze ryżowym Alkemika.
Producent o swoim produkcie pisze: Puder absorbuje nadmiar sebum. Produkt jest niezwykle lekki , jedwabisty
i łatwy w aplikacji, daje miłe uczucie na skórze. Idealny jako ostatni
etap makijażu. Polecany głównie do cery mieszanej, tłustej i skłonnej
do wyprysków. Może być stosowany na całej twarzy lub jedynie na wybrane
jej partie. Biały kolor pudru, po nałożeniu na twarz staje się całkowicie transparentny.
Produkt kosztuje około 21 zł w katalogu za 25g.
Mam cerę mieszaną i od pudru oczekuję tego aby ją zmatowił na parę godzin. Jest to mój drugi puder transparentny. Pierwszy pochodził z firmy My secret i byłam z niego bardzo zadowolona. Kiedy mi się skończył okazało się że w sklepach nie ma praktycznie żadnego pudru sypkiego (były wyprzedaże szaf) i z pomocą przyszła mi koleżanka. Ona mi go poleciła i złożyła zamówienie dla mnie. Kiedy dostałam produkt to wróciłam do domu i postanowiłam go przetestować.
Część pudru przesypałam do słoiczka po pudrze z My secret, gdyż z niego lepiej się aplikowało. Po przypudrowaniu twarzy przeżyłam pierwszy szok. Buzia wyglądała brzydko, biały proszek osadzał się na włoskach. Stwierdziłam, że może nałożyłam go za dużo. Następnym razem starałam się nabrać jak najmniej produktu i było lepiej ale nie był to zadowalający efekt. Postanowiłam zobaczyć ile czasu moja twarz będzie matowa. Niestety tu doznałam kolejnego rozczarowania, ponieważ po około godzinie trzeba było nanieść poprawki. Próby powtarzałam wiele razy z podkładem, bez podkładu itp. niestety za każdym razem efekt był ten sam. Po paru tygodniach walki postanowiłam zakupić inny puder, który okazał się moim hitem ale o tym opowiem innym razem. A ten oddałam koleżance, która jest z niego zadowolona.
Zapraszam również do polubienia mojego Facebooka :)
Przepraszam, że nie było mnie znowu tak długo ale było to z przyczyn niezeleżnych ode mnie. Już wróciłam i co jakiś czas zamierzam wstawiać zdjęcia i ciekawe informacje odnośnie Holandii.
Dzisiaj chcę sie podzielić linkami blogów, które ostatnimi czasy bardzo mnie zainspirowały i dały siłę do działania. Mam nadzieję, że zajrzycie na te blogi i również was one zainspirują.
Pierwszy blog http://www.zyskabloguje.pl/ znalazłam całkiem przypadkowo szukając coś o organizacji. I tak trafiłam na post Agnieszki, czyli autorki bloga, która pokazała jak zorganizować swoj pokój na stancji. Po przeczytaniu tego posta postanowiłam zobaczyć o czym są inne notki i wtedy przepadłam...Jest to blog w którym wiele uwagi poświęconej zostało własnemu rozwojowi ale znajdą się również recenzje kosmetyków. Treści bloga są krótkie, zwięzłe ale przede wszystkim bardzo ciekawe.
źródło zdjęcia www.zyskabloguje.pl
Drugi blog znalazłam parę dni temu http://www.wlosykolorublond.pl/. Blog prowadzi Marta, która ma w sobie niezliczone pokłady energii i jak sama pisze o sobie wszędzie jej pełno. W niezmiernie zabawny i dogłębny sposób opisuje problemy z którymi boryka się każdy z nas, próbuje pokazać jak należy zdrowo żyć a także stara się zmotywować każdego do działania poprzez "kopniaka w tyłek" :). Co w moim przypadku jest niezykle efektowne. Jej pozywtyne nastwawienie a także nieowijanie w bawełnie, tylko pisanie wprost niezwykle mnie urzekły i aż chce się czytać i czytać.
źródło zdjęcia: www.wlosykolorublond.pl
Trzeci blog odkryłam dzięki poleceniu przez youtuberk. A mianowicie http://bartekpopiel.pl. Autor bloga, Bartek również pisze o samorealizacji, motywacji a także organizacji własnego czasu. Ma on ogromną wiedzę w tej dziedzinie. Piszę w bardzo ciekawy sposób. Bartek Popiel wydał również swoją książkę pt."Zrobię to dzisiaj". Muszę koniecznie ją przeczytać. Na pewno to zrobię lecz pierw chcę dokończyć czytać wszystkie jego wpisy na blogu.
źródło zdjęcia: www.bartekpopiel.pl
Mam nadzieję, że posty z moimi inspiracjami przypadną wam do gustu i też się zainspirujecie. A czy wy odkryliście ostatnio jakieś ciekawe blogi?
Mam do was pytanie. Obecnie mieszkam w Holandii i tak się czy posty o tematyce życia, jedzenia, kultury widziane z mojej perspektywy byłyby dla was interesujące? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzasz co o takich postach sądzicie?
Dzisiaj chcę opisać żel pod prysznic, który używałam w wakacje.
Produkt zakupiłam w Biedronce za około 5 zł. Ma on aż 400 ml. pojemności. Kremowy żel zamknięty jest w wygodnym opakowaniu. Wówczas, gdy miałam mokre ręce nie miałam problemu z otworzeniem ani zamknięciem tego produktu.
Jeśli chodzi o konsystencję to jest ona niby kremowa ale dosyć rzadka. Zapach ma cudowny, orzeźwiający, bardzo przypomina mi żel pod prysznic Nivea. Żel nie wysuszył mi skóry ale też jej nie nawilżył. Kiedy produkt się kończy można postawić go na głowie.
Jest to produkt, który dobrze myje i nie powoduje podrażnień dlatego wrócę do niego za rok, kiedy zrobi się cieplej na dworze. W okresie jesiennym i zimowym wolę cięższe zapachy.
Obecnie przebywam w Holandii. Mam zamiar wrzucić troszkę zdjęć ale musi poprawić się pogoda, ponieważ codzinnie leje jeszcz.
Dzisiaj chcę przedstawić produkt z którym wiązałam wielkie nadzieje. Mam z tej samej serii żel do mycia twarzy i jest to mój ulubieniec. Niestety ten produkt okazał się totalnym niewypałem. Jest to ogórkowa 3 minutowa maseczka do twarzy.
Producent nie obiecuje za wiele..
Produkt zamknięty jest w 100 ml. tubce. Konsystencja tej maseczki jest niezwykle gęsta, dosłownie jak woda. Po nabraniu ją na dłoń wszystko przecieka nam przez palce. Nie jestem przyzwyczajona do tego typu produktów i za bardzo nie wiem czym je aplikować.
Tubka ma duży otwór przez co wydobywa się z niej zbyt dużo produktu.
Po nałożeniu na twarz maseczki trzeba co jakiś czas spryskać ją wodą, ponieaż glinka zasycha powodując uczucie ściągnięcia. Trzymałam tę maskę 3 minuty i zmyłam. Żadnych efektów (nawet odświeżenia) nie zauważyłam. WIęc stwierdziłam, że może za krótko. Kolejnym razem trzymałam maskę na twarzy jakieś 20 minut. Po zmyciu dalej nic. Po paru użyciach dosłownie buzia wyglądała tak samo jak przed nałożeniem maski.
Oddałam ją koleżance, która po paru testach stwierdziła, że dzięki tej maseczce jej chłopak ma mniejszy problem z rozszerzonymi porami. Także wszystko zależy od naszej cery. Mi niestety ona w ogóle nie pomogła i nie zaszkodziła. Dobrze, że nie kosztowała dużo (jakieś 7 zł).
Parę dni temu wchodząc na bloga moim oczom ukazał się taki widok:
Jest was już setka z czego niezmiernie się cieszę. Pomyślałam, że z tej okazji założę Facebooka by móc częściej dzielić się informacjami odnoście nowości w mojej kosmetyczce. Co sądzicie o tym pomyśle?
Chcę was również przeprosić za nieobecność na blogu ale za parę dni wyjeżdżam do Holandii i muszę wszystko dopiąć na ostatni guzik. Jak tylko znajdę chwilę to przed wyjazdem postaram się coś jeszcze dodać.
Pewnego dnia będąc w Rossmanie oczom mym ukazała się różowa tubka z Syoss. Widząc, że jest przeceniona postanowiłam ją zakupić nie czytając wcześniejszych opinii na jej temat (rzadko mi się coś takiego zdarza by kupić kosmetyk bez informacji o produkcie).
\
Maska specjalnie opracowana do włosów normalnych po matowe. Dzięki zastosowaniu profesjonalnej technologii "zamknięcia połysku", zapewnia włosom trwały i olśniewający blask jak po wizycie w salonie fryzjerskim. Delikatna warstwa otula włos i działa jak przeźroczysta otoczka, która chroni włos. Efekt to długotrwały, intensywny blask; fascynujące lśniące refleksy; bez obciążania włosów. Stosuj regularnie na mokre włosy. Wmasuj i dokładnie spłucz.
Jakoś nie mogę doszukać się w internecie składu produktu. Jeśli znajdę to na pewno uzupełnię.
Produkt zamknięty jest w 200 ml tubce, która jest mało wygodna. Kiedy mamy mokre ręce opakowani wręcz ucieka z naszych dłoni. O wiele lepszym rozwiązaniem byłby słoiczek.
Jak widać na zdjęciu konsystencja maski jest bardzo gęsta i zbita. Wystarczy dosłownie wycisnąć bardzo niewielką ilość na dłonie i nałożyć na włosy. Maseczka jest bardzo wydajna.
Nakładałam maseczkę dwa a czasami trzy razy w tygodniu. Jeśli chodzi o obietnice producenta to faktycznie włosy lśnią się po jej użyciu. Stosowałam ją na całe włosy i nie zauważyłam żadnego podrażnienia skóry głowy co uważam za wielki plus. Włosy po zastosowaniu maski były delikatnie wygładzone ale nie obciążone. Bardzo łatwo można było rozczesać włosy po użyciu tego kosmetyku z czego niezmiernie się cieszę, bo po niektórych maskach czy odżywkach jest to po prostu katorgą by rozplątać kołtuny. Produkt a bardzo przyjemny zapach, kojarzy mi się z profesjonalnymi kosmetykami z salonu fryzjerskiego. Szkoda jednak, że nie widać spektakularnych efektów w odbudowie włosów. Na pewno kiedyś powrócę do tej maski bo mimo, że nie jest idealna to i tak bardzo ją polubiłam.
Parę tygodni temu korzystając z pogody wybraliśmy się ze znajomymi na śnieżkę. Mieszkając tyle czasu w Jeleniej Górze była to moja pierwsza próba wspięcia się na szczyt :). Śnieżka (1602 m.n.p) jest najwyższym szczytem w Karkonoszach i Sudetach, a także Czech, województwa dolnośląskiego i całego śląska. A oto kilka zdjęć z naszej wycieczki.
A czy ktoś z Was był na śnieżce? Lubicie chodzenie w góry?
Dzisiaj chcę opisać resztę produktów, które udało mi się zużyć w ostatnim czasie. Jakoś dużo bubli mi się trafiło.
1. Krem na każdą pogodę Nivea baby - Nie sprawdził się ani do rąk, ani do twarzy ani nawet do nóg. Jego zbita i tłusta konsystencja odstraszała od korzystania z niego. Zużyłam z wielkim przymusem i więcej do niego nie powrócę.
2. Antyperspirant Rexona - Jeden z moich ulubionych antyperspirantów. Dobrze chroni, ładnie pachnie i często jest w promocji. Poczytacie o tym produkcie tu.
3. Antyperspirant Nivea - Totalny bubel. Jedyny jego plus to ładny, delikatny zapach. W ogóle nie chronił mnie przed brzydkim zapachem, długo się wchłaniał i był bardzo niewydajny. Więcej nie kupię.
4. Reveal de Passion - Ładny zapach, który bardzo krótko utrzymywał się na ciele. Pod koniec zapach mnie męczył. Jest tyle zapachów do wypróbowania, że raczej się na niego więcej nie skuszę.
5. Perfumy Bruno Banani - Jeden z moich ulubionych zapachów. Utrzymuje się dosyć długo na mojej skórze. Wracam do tego zapachu co parę miesięcy.
6. Zmywacz do paznokci Nailty - Wymęczyłam go z wielką ulgą. Strasznie wysuszał mi płytkę paznokcia oraz skórki.
7. Masło do ciała Alverde - To masło miało brzydki zapach i słabo nawilżało. Cieszę się ze w końcu je wymęczyłam. Więcej dowiecie się czytając pełną recenzję tu.
8. Effaclar duo LRP - Niedługo pojawi się o nim osobna recenzja.
9. Oliwka łagodząca podrażnienia Sensual - Ma bardzo ładny zapach i faktycznie łagodzi podrażnienia powstałe w czasie depilacji. Dodatkowo świetnie sobie radzi ze zmywaniem wosku.
Dawno nie gościł u mnie projekt denko. Są to kosmetyki, które zużyłam od kwietnia do końca czerwca. Ze względu na moją przeprowadzkę nie ma tu wszystkich produktów, gdyż nie było czasu by je sfotografować. Podzielę projekt denko na dwa posty by Was nie zanudzić
1. Żel do mycia twarzy Pollena Eva - Niestety ten kosmetyk nie zdobył mojego serca. Przez swoją konsystencję tracimy wiele produktu. Więcej przeczytacie o nim Tu.
2. Peelingujący żel pod prysznic bebeauty - Był całkiem w porządku, dobrze zdzierał martwy naskórek, był wydajny, miał bardzo ładny zapach (mi kojarzył się z gruszką). Na pewno spróbuję inne wersje zapachowe.
3. Wellaflex lakier dodający objętość - Jeśli ktoś liczy na to, że ten lakier spowoduje większą objętość to bardzo się rozczaruje. Rzadko kupuję lakiery, zazwyczaj starczają mi na bardzo długo. Ten lakier jest o niebo lepszy od fioletowego lakieru z Isany. O Wellaflexie więcej przeczytacie Tu.
4. Szampon nawilżający do włosów Nivea - U mnie się on nie sprawdził. Spowodował łupież oraz przesuszył moje wlosy. Zużył go mój Tż u którego nie wystąpiły takie objawy jak u mnie.
5. Tonik do cery mieszanej i tłustej Lirene - Mój ulubieniec jeśli chodzi o toniki. Świetnie oczyszcza i matowi cerę. Na pełną recenzję zapraszam Tu. Na pewno kupię go ponownie.
6. Żel pod prysznic Playboy - U mnie ten żel pod prysznic się nie sprawdził. Był niewydajny a także przesuszał mi skórę. Więcej na jego temat przeczytacie Tu
8. Peelingujący żel pod prysznic Balea - Był całkiem ok. Miał drobinki, które dobrze radziły sobie ze zdzieraniem starego naskórka, pachniał delikatniej niż krem do ciała z tej samej serii, nie wysuszał mi skóry i był dość wydajny.
9. Oliwkowy krem do skóry suchej Ziaja - Nie sprawdził się on ani u mnie ani u mojego Tż. Był strasznie tłusty, zamiast nawilżenia czuło się jedynie tłustą warstwę na twarzy. Zapach był delikatny, ale ładny. Zużyłam go do stóp ale więcej u nas nie zagości.
10, 11. - kremy do rąk Isana - Niestety żaden z tych kremów nie poradził sobie z moimi przesuszonymi dłońmi. Czerwony krem miał dla mnie bardzo nieprzyjemny zapach więc zużyłam go do stóp, natomiast brązowy od czasu do czasu był nakładany na moje włosy. Coraz częściej przekonuje się że firma Isana przynosi mi tylko rozczarowanie.
12. - Pomadka nawilżająca Nivea - Jest to moje odkrycie. Świetnie nawilża usta czy to zimą czy latem. Pozbyłam się na ustach suchych skórek. Cena jest bardzo przystępna szczególnie w promocji. Mam już kolejne opakowanie.
13. Krem Bambino - Uniwersalny kosmetyk, który dobrze radzi sobie z wszelkimi przesuszeniami. Zawsze gości u mnie w miesiącach kiedy na dworze panuje mróz.